Cytat

Tu Ci zrobię dobrze. Słowem!
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Instagram

Like Us

Like us

Custom Featured

Featured Post

featured Slider

Navigation Menu

Custom Random

Newsletter

Random Post

Popular Posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lutego 2017

Tylko jeden mężczyzna może zadowolić kilkanaście kobiet dziennie

Brak komentarzy:

czyli dostarczyciel przyjemności czy złości?


Moje ciało było rozpalone do granic wytrzymałości.

Ubiór nieprzyjemnie ocierał się o spoconą skórę. Wyostrzone zmysły odbierały każdy, nawet najdrobniejszy ruch na klatce schodowej.

Dziś się przygotowałam.
Na chwilę zamknęłam powieki. W myślach palcami rozszarpywałam wszelkie bariery dzielące mnie od upragnionej przyjemności. Wiedziałam, że tego dnia tylko jeden mężczyzna może mi ją dostarczyć.
Czekałam. Czekałam na jakiś znak, sygnał. Ale na co właściwie?
A już wiem, na dzwonek do drzwi czekałam.
Już tylko minuty dzieliły mnie od...

Ale zaraz, zaraz, Drogi Czytelniku.

Chyba Cię nieco wyobraźnia poniosła ;)

Zatem zacznijmy kulturalnie i od początku. Zgodzisz się?


Legenda głosi, że tylko jeden mężczyzna może zadowolić kilkanaście kobiet dziennie.
Niekoniecznie jednocześnie rzecz jasna. I tymi samymi rzeczami.
A jest nim kurier dostarczający upragnione i długo wyczekiwane zakupy.

Ale mnie kurierzy nie lubią. Zwykle nachodzą moje królestwo akurat w momencie, gdy jestem przebrana za najbardziej seksowne zwierzę ponocne - w gaciach a’la Bridget Jones, pluszowych papciach z pazurami oraz grzebieniem wsuniętym między trzeci a czwarty poranny kosmyk włosów.

Ale raz na tysiąc lat zdarza się święto.
Gdy nad Jowiszem świeci zielony żelkowy księżyc, gdy wszystkie moje cztery koty trafiają bronią biologiczną do kuwety, a sąsiadce wychodzi smaczna galaretka z nóżek. W ten jeden dzień ja jestem przygotowana na jego przyjęcie. Od stóp do głów.
Ubrana w seksowny kostium, podkreślający wszelkie idealne kobiece krzywe i krągłości. Czyli w mój ulubiony szafirowy dres.

I to był właśnie ten jeden dzień.
Czekałam, z niemal czterdziestoma stopniami gorączki i fabryką glutów w nosie.
Czekałam, aż usłyszę ten najpiękniejszy dla każdej kobiety dźwięk.
I usłyszałam. Ale sygnał maila.

Twoja przesyłka czeka w punkcie odbioru. Masz 3 dni na jej odebranie.


A teraz, Drogi Czytelniku, nie próbuj sobie nawet wyobrazić jak się czuje zagrypiona kobieta, z gorączką, która przysmaża jej cycki, uziemiona na kilka dni w domu, otrzymująca takiego właśnie maila.
Nie próbuj sobie wyobrazić jakie myśli przychodzą jej do głowy, jakie krwawe obrazy.
Powiem krótko - InPost. I wszystko stanie się jasne.

Kurierze Ty mój ukochany, tak długo wyczekiwany. Nigdy Cię nawet na moje piękne oczy nie widziałam.

Ale ja Cię poznam. I zapamiętam.

A następnym razem, zamiast paczuszki z ubraniami, zamówię sobie szafę trzydrzwiową.
Z dostawą pod drzwi!

sobota, 8 października 2016

Zakupy przed apokalipsą

Brak komentarzy:

czyli jak zrobić zapasy na miesiąc

zakupy | zapasy | sklep | pieczywo | mięso | walka o produkt | apokalipsa | dzień wolnego | jak zrobić zakupy | jak robić szybko zakupy | robienie zakupów przed dniem wolnym |


A za czym ta kolejka stoi? - pomyślałam przestępując próg jednego z pobliskich marketów spod żółto-czerwonego owadziego szyldu i wbijając wzrok w wygłodniały tłum przy kasach.

Rzucili promocję na trupy? - minęłam puste chłodziarki z mięsem.
Kończy się słodka woda na ziemi? - rzuciłam okiem na puste półki po napojach mniej lub bardziej gazowanych.
Przylecieli kosmici i zeżarli wszystkie pączki? - próbowałam delektować się szybko znikającym z półek zapachem słodyczy.

Nie, nic z tych rzeczy.

Widząc determinację na twarzach ludzi, niepewnie ruszyłam po bułki.
Delikatnie i nie zwracając niczyjej uwagi otworzyłam pokrywę pojemnika. Woreczek w mej dłoni zaszeleścił. Zwrócił uwagę tlenionej blondyny z wielkim cycem skalpela chirurga, która zareagowała szybciej, niż Wiedźmin po eliksirach.

Nie zauważyłam, kiedy dostałam cycem rozmiar “G” pod oko. Nie zauważyłam, kiedy pięć bułek zniknęło sprzed moich wyciągniętych dłoni. Nie zauważyłam, kiedy je wrzuciła do swojego, wypełnionego po brzegi karkówką koszyka.

Został rogalik. Nie lubię, ale trudno, coś jeść trzeba.

Z podbitym okiem skierowałam swe kroki do półki z gotowym i półgotowym żarciem.
Nie zamierzałam się wysilać - sos słodko-kwaśny z ryżem i kurczakiem na obiad w zupełności wystarczy. Na dwa dni.
Lecz tam już stacjonowała niewysoka staruszka, z pełnym makaronu koszykiem.

Zacisnęłam dłonie na swym rogaliku i ruszyłam naprzód. Sosów na szczęście było pod dostatkiem, zapewne niewielu jeszcze ludzi się przekonało, że są naprawdę smaczne, choć niedrogie.
Uradowana, że tym razem obeszło się bez walnięcia cycem, udałam się do kasy. Lecz staruszka zajechała mi drogę, zrobiłam półobrót w powietrzu, schyliłam głowę unikając jej łokcia, dźwięk moich kręgów szyjnych zasugerował, że na dziś gimnastyki wystarczy.

Z iście słoniowym wdziękiem wpadłam na matkę z ryczącym dwukrotnym 500+, komunikującą się wysokodźwiękowo z drugim producentem ryczących 500+. Tu badania genetyczne byłyby zbędne.
To mi przypomniało, że przydało by się coś na filtrowanie nereczek. Rzuciłam szybko okiem za siebie. Mojego nie ma! Chwyciłam w locie inny chmielny zamiennik, póki jeszcze był na wyciągnięcie mej spragnionej łapki.


I uderzyła we mnie ta myśl - jak bardzo jestem nieprzystosowana do życia w społeczeństwie.

Przecież sama powinnam z główki przywalić tej tlenionej blondynie i zabrać 5 ostatnich bułek. A kuj, że potrzebowałam tylko dwie.
Przecież tej staruszce też mogłam zajść drogę, wypinając uzyskane tu i ówdzie w ciągu ostatniego roku dodatkowe 11 kg.
A tamtej matce z podwójnym 500+ pomóc w wyborze i kupić te ostatnie 7 czteropaków w promocji.

Poobijana, obdarta z bułek, ze śliwą pod okiem w kształcie cyca, w końcu postanowiłam stanąć do kolejki.
Lecz jej tam nie było. Tzn. była, lecz końca nie było.
Obróciłam się, kolejka sięgała drugiego końca sklepu i zakręcała przy nabiale.
Trudno, pomyślałam, są cztery kasjerki, szybko pójdzie.

40 minut później na horyzoncie zamajaczyła pierwsza kasa.
Opierając się o słup obudowany blachą ryflowaną z ulgą przesunęłam się o całe 3 centymetry.

Co macie takie tłumy dzisiaj? - po kolejnych 40 minutach w końcu zagadałam do kasjerki.
Jutro dzień wolnego - rzuciła mi w twarz okiem, kasując piwo. Już mnie znała, więc nie spytała o dowód.

Gdzieś z tyłu głowy poczułam mrowienie, ktoś mi się przyglądał, czułam to.
Odwróciłam głowę, niby od niechcenia.
To jakieś sto par oczu wyliczało właśnie moje kolejne sekundy okupowania kasy. Zawahałam się. Sięgnęłam do lewej kieszeni i wyciągnęłam moją finansową broń, z końcem miesiąca przywdziewającą podtekst erotyczny. Przyłożyłam kartę do czytnika.

Nie odważyłam się przedłużać tej świętej dla wielu stojących za mną chwili opuszczania kasy.

Za progiem sklepu uderzyła we mnie tylko jedna myśl: no tak, dzień wolnego.
Wszystko zamknięte.


O w morelę!

To będzie prawdziwa apokalipsa.

© Agata | WS
x x x x x x x.