Cytat

Tu Ci zrobię dobrze. Słowem!
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Instagram

Like Us

Like us

Custom Featured

Featured Post

featured Slider

Navigation Menu

Custom Random

Newsletter

Random Post

Popular Posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 stycznia 2017

3 znane osoby, które zrobiły mi dobrze w 2016 roku

Brak komentarzy:

Czyli kruki, szpaki i słowiańskie demony.


W poprzednim wpisie przesadziłam niczym niedoświadczony ogrodnik w angielskim ogrodzie Królowej Elżbiety. Rok 2016 wcale nie był dla mnie taki zły.
Przyznaję, skopał mnie, ale czołgiem nie przejechał ;)

Za to pozytywnie zaskoczył kilkoma osobami.
kruki| szpaki| demony| siri pettersen| michał szpak| tomek bagiński| allegro| krucze pierścienie| eurowizja| 2016| ravneringene| misioludek| o w morelę| ostrosłowem pisane|



Co łączy kruki, ninja i Norwegię?

Siri Pettersen

To norweska pisarka, która w bardzo krótkim czasie podbiła serca zarówno krytyków, jak i samych czytelników serią fantasy Krucze Pierścienie.
Na temat cyklu nie będę się tu rozpisywać. Przyjdzie wkrótce na to czas, przyjdzie czas, przyjdzie czas...
Ale co do samej autorki to szczerze powiem, że bardzo mnie zaciekawiła. Tym bardziej, że jak na debiut pierwszy tom, czyli Dziecko Odyna, jest napisany zaskakująco dobrze. Szybko i przyjemnie się go pochłania.

Pisarka pochodzi z Norwegii, stąd nawiązania do tamtejszej mitologii. Umiejętnie też wplotła do powieści swoje zamiłowanie do Japonii, tworząc wojowników do złudzenia przypominających ninja oraz nadając dość istotną rolę… herbacie. Czyż nie brzmi ciekawie?

Pierwszy tom trylogii powstawał ponad 10 lat, ponoć przepisywany był cztery czy pięć razy nim trafił do wydawnictwa. W końcu Siri zdecydowała się na urlop, by dokończyć powieść. I chwała jej za to!
Teraz czekam na ostatni tom i bacznie obserwuję rozwój jej pisarskiej kariery. Co prawda drugiego Sapkowskiego z tego nie będzie, ale przynajmniej jest co dobrego do poczytania.

Dlaczego, spośród tak wielu pisarzy, wybrałam akurat Siri Pettersen? Bo już dawno nie połknęłam żadnej książki liczącej ponad 600 stron w mniej niż dwa dni (przy standardowych obowiązkach).

Chcecie się dowiedzieć więcej?
Polecam wywiad z Siri Pettersen na Lubimy Czytać.


Czy to kos? Czy to wróbel? Nie, to Szpak.

Michał Szpak

O Michale pierwszy raz głośno się zrobiło, gdy zdecydował się wziąć udział w jednym z talentowych programów telewizyjnych. I ucichło na kilka lat.
Szpak ponownie nadleciał przy okazji zeszłorocznej Eurowizji i od razu wywołał dwie wielkie fale. Jedną z nich był zachwyt i uznanie, połączone z wieloma nagrodami płynącymi z różnych stron. Druga to fala nienawiści.
Cóż, już taki nasz bardzo tolerancyjny i dobrze życzący drugiemu polski naród jest.
Szkoda, bo chłopak ma to coś. Niestety, jak nam wszystkim, przyszło mu żyć w niełatwych czasach. Michał idealnie wpasowałby się w lata ‘80-te, zarówno wyglądem jak i talentem wokalnym. On po prostu nie pasuje do obecnych gwiazdeczek.
Ma swoje 5 minut i mam nadzieję, że wykorzysta je najlepiej jak tylko potrafi.
Trzymam za niego mocno kciuki, by nie został gwiazdką jednego sezonu, bo nie zasługuje na to.
Jest najbardziej pozytywną i roześmianą osobą na naszej scenie muzycznej.


Ucho żółwia, wiedźmie czary,
tu przybędzie demon mały!

Tomek Bagiński

Czyż nie piękne mamy legendy? Nasze bogate korzenie, tak cudnie przeplatające się z codziennością. Szkoda, że wciąż są dla wielu tak mało widoczne.
Już nie! Dzięki współpracy Tomka Bagińskiego i Allegro od kilku miesięcy możemy podziwiać krótkometrażowe filmiki luźno oparte na naszych rodzimych legendach.
Boruta. Smok. Bazyliszek. Jaga. A może Twardowski? Choć osobiście stawiam na Peruna. W ciemno!
Oto wszyscy oni są w nowej, prawie współczesnej odsłonie. Oczywiście ze sporą dawką dobrego humoru, efektami specjalnymi i licznymi nawiązaniami do innych klasycznych już dzieł, jak choćby do Ghost in the Shell’a czy Wesołego Diabła. I ten słowiański wkurw ;)
Aż trudno mi uwierzyć, że od Katedry Bagińskiego minęło już 15 lat.
Tomek, chwała ci za to, odwalasz kawał dobrej roboty.
No, a teraz bierz się, chłopie, za ekranizację Wiedźmina, bo już mi ślinka cieknie ;)

Macie swoje typy z 2016 roku? Ktoś zrobił na Was szczególne wrażenie? Może stworzymy mały ranking? Do dzieła, kochani!

sobota, 8 października 2016

Książki, które gryzą

Brak komentarzy:

czyli co zrobić z dobrą fabułą, ale kiepsko napisaną


Lubię czytać. Ba! Uwielbiam!
A jeśli tu jesteś, drogi Czytelniku, to znaczy, że Ty również.

książka | book | audiobook | fabuła | treść | źle napisana |

Wgłębiam się w te pierwsze słowa, niczym w najbardziej puszystego pączka. Smakuję powoli nadzienie - tajemnicze i aromatyczne. Wtulam w świat stworzony przez autora, umysł wraz z dłonią przenikają przez pierwsze warstwy akapitów.

Fabuła wciąga, chcę czym prędzej wiedzieć co będzie dalej, kosztować jej stopniowo, ale i głębiej.
Ale się nie da. Natrafiam na beton.
Łamię zęby mej ciekawości o mur postawiony przez twórcę.

Z coraz większym oporem czytam kolejne zdania, oczy bolą. Dusza boli, bo ciekawość mnie wręcz zżera.

Ale czy warto się tak męczyć?
Czy warto przedzierać się przez kolejne zagmatwane zdania tak nieumiejętnie wydziergane drutem kolczastym przez pisarza.
Wiem, nie każdy może być Kingiem, który w idealny sposób łączy swą nieograniczoną wyobraźnię z doskonałym warsztatem pisarskim.
Ale nie każdy też jest masochistą, by katować szare komórki zdaniami bez sensu!

Żeby daleko nie szukać, miałam tak ostatnio z jednym z głośniejszych hitów.
Nie wiem jak inni czytelnicy tę powieść przeżyli, chyba mieli znieczulenie jakieś.
Tytuł pozostawię dla siebie, aby nie robić antyreklamy.

Zainteresowałam się fabułą - ciekawy i niekonwencjonalny pomysł to jest to co lubię najbardziej.
Niedługo później książka w ręku, nareszcie czytam.
Pierwsza strona - trochę ciężko, ale jak wiadomo do każdego stylu trzeba się przyzwyczaić.
Druga strona - ciężej, chyba autorkę coś bolało. Całkowicie ją rozumiem, mnie też to coś zaczyna boleć.
Trzecia strona, czwarta. Przy ósmej skapitulowałam.

Tytuł wylądował na pokaźnej już stercie z napisem “literacki masochizm - ruszyć tylko gdy wszystkie inne książki wylądują na Marsie”.

Ale historia we mnie pozostała. Kręciła się w te i z powrotem, jak mała wygłodniała orka.
Dobra! powiedziałam. Masz mnie.
Tym jednak razem nie sięgnęłam kolejny raz po wersję papierową. Postanowiłam nie męczyć i tak skatowanych komputerem oczu, a umysłowi wyłapywać tylko to co najistotniejsze.
Tak, drogi Czytelniku, Ty już się domyślasz jak ją potraktowałam.

Bezlitośnie i z pełną premedytacją - audiobookiem.
(na szczęście takowy został wydany :)

Gdybym musiała tę powieść czytać zajęło by mi to z pół roku, może dłużej.
By nie oszaleć wskazane by były przerwy, długie przerwy.
Dzięki czytanej książce to było niewiele ponad 10 godzin.

Przyznaję, czasami przysypiałam.
Ale miałam rację - fabuła przeciekawa, z nielicznymi wyjątkami, na które mogę jednak przymknąć oczko, szczególnie w przypadku debiutu.
Zakończenie równie zaskakujące.

Jednak styl pisania? Zdecydowanie do doszlifowania. A może raczej przeszlifowania w bardziej lekki i przystępny.

Co najciekawsze, niedługo później trafiłam na film oparty na tej właśnie powieści.
To znak, że nie tylko mnie pomysł przypadł do gustu.
Powiem szczerze, to co ekipa filmowa zrobiła to istny majstersztyk. Nigdy bym nie pomyślała, że ekranizacja jakiejkolwiek książki może być lepsza od niej samej.

Szczególnie po Jackson’owskim Hobbicie.


Dobiła Was ostatnio jakaś książka? Pogryzła?
Warto się było przemęczyć?
© Agata | WS
x x x x x x x.