Cytat

Tu Ci zrobię dobrze. Słowem!
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Instagram

Like Us

Like us

Custom Featured

Featured Post

featured Slider

Navigation Menu

Custom Random

Newsletter

Random Post

Popular Posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 marca 2017

Jak zrobić dobrze blogerowi?

Brak komentarzy:

Czyli tych twórców warto przelecieć


Przysunęłam twarz bliżej ognia. Przyjemne ciepło rozlało się po policzkach i ramionach. Dłuższą chwilę wpatrywałam się w ogień, lecz ten nie przemówił.
Może czegoś nie dorzuciłam? Zapomniałam o jakimś składniku? Czegoś dałam za mało?
Sięgnęłam po kolejną porcję czosnku. Pociągnęłam nosem, oceniając czekający mnie za chwilę smak.
Idealnie!
Share Week 2017 | polecam | blog | blogowanie | ciekawe blogi

Aromat wydobywający się z kociołka sugerował, że to będzie prawdziwa symfonia smaków! Nalałam jeszcze wrzącego eliksiru mocy do miseczki, zamieszałam łyżką i wchłonęłam.
Taaak, przepyszny żurek :) Dziś mi się udał jak nigdy dotąd!

Ale co z tymi blogerami?


Ha! A Wyście myśleli, że ja nazwy polecanych blogów sobie z zupy wyczaruję, co?

Listę polecanych blogerów mam już od dłuższego czasu ułożoną. Sęk w tym, że jest… dłuższa niż dopuszczają tego reguły Share Week. Cóż, ponownie będzie losowanie.

Dla niewtajemniczonych…

Co to jest Share Week?


To doroczny festiwal, którego początki sięgają końca XVI wieku...echem, przepraszam ;) Nie ta księga.

Początek był w 2012 roku, gdy to Andrzej Tucholski wstał i krzyknął Robimy Internety! I tak powstał Share Week, podczas którego twórcy polecają twórców. Proste!
Gdzie jest haczyk? W ilości. Można polecić tylko trzech twórców z każdej grupy - trzech blogerów i trzech youtuberów.

Ale, jak niemal wszędzie, i tu można nieco nagiąć zasady ;)

Rok temu polecałam Wam siedmiu blogerów, których warto przelecieć. Było to jeszcze na blogu Mara Time. Nie szukajcie go, słowiańskiej tradycji stało się zadość i Mara została… utopiona.
W końcu idzie wiosna ;)


Kogo warto przelecieć w tym roku?


Wiem, tuptacie nóżkami by się dowiedzieć. Nie będę Was dłużej trzymać w niepewności. I tym razem wybrałam siedmiu głównych pisaczy, lecz ponownie mam wrażenie, że wciąż jest ich zbyt mało. I ponownie nie będzie mi łatwo wybrać ostatecznej trójki. Życie, wylosuję!

Zaniczka


Wulkan energii! Jak sama pisze, posiada super moc - jest niepełnosprawna w Polsce. A swoją siłą mogłaby obdarować tuzin ludzi! Pokazuje pełnosprawnym, jak żyją niepełnosprawni. Udowadnia niepełnosprawnym, że można żyć z uśmiechem.

Cholera, jak ja nie lubię tego podziału na pełno i niepełno :P Muszę wymyślić jakiś zgrabny zamiennik na to ;)

Dizajnuch


Kolega po projektowym fachu. O bardzo poważnych sprawach pisze z wielkim jajem. A nawet dwoma. Chodzą słuchy, że jestem jedyną kobietą, poza jego Małą Żonką, którą wpuścił na swój materac. Ale to nieprawda! Materac był Małej Żonki. Chyba :P

A tak swoją drogą to się zastanawiam dlaczego Dizajnuch jeszcze nie gościł na żadnej konferencji w roli prelegenta. Tylko czekać, aż jego podpis będzie wart miliony. Cholera, muszę mu jakąś chusteczkę do podpisu podrzucić ;)

Pociąg do życia


Basia zabierze Cię w podróż po życiu. Może nie zawsze tak czarownym, jak byśmy tego chcieli. Ale dającym naukę i potrafiącym ukazać swe piękno, o ile sami tego zechcemy.

Blogierka


Matka dialogów Krystyny i Stefana, kawoszka, rowerzystka, nałogowo gubiąca rękawiczki. Zna więcej sławnych osób niż niejedna agencja reklamowa. Zręcznie i z humorem pokazuje co się dzieje wokół.
Dzięki niej można z dystansem podejść do wielu życiowych cyrków.

PigOut


Masz podły dzień? Sąsiad Ci podrzucił śmieci na wycieraczkę? Kot obsikał buty? A szef powiedział, że masz lepszy sprzęt od niego? Poczytaj PigOut’a. Byle nie przy jedzeniu, bo nie odpowiadam za oplute ze śmiechu ekrany ;)

Moja sztukoteka


Prawdziwa artystyczna dusza. Zrobi coś z praktycznie niczego. W dodatku świetnie gotuje i pisze, czego jej najbardziej zazdroszczę ;)

Bookworm on the Run


Biega, czyta, dobrze pisze. Umiejętnie żongluje słowami i ubiera je w kilogramy poczucia humoru. Ja chyba jestem uzależniona od blogów piszących z jajem ;)

A co poza tym?


Wariacje nie zawsze na temat

Narwany

Podróż na Księżyc

Nieidealna Anna

Pierwsza Dama

Zdolny ale leniwy


A teraz, kochani, udam się na czterokotowe posiedzenie, celem prawie sprawiedliwego wybrania regulaminowej trójki.
Jak?
Podrzucę podpisane kabanosiki swoim ogoniastym.
Te, które znikną najszybciej, zakwalifikują się do finału.
Sami powiedzcie, sprawiedliwiej być nie może!

Wszystko w łapkach kotów!

wtorek, 7 marca 2017

Niemoc blogera

Brak komentarzy:

czyli gdy wena zdradza Cię z kimś innym.


Poranek.


Wstaję, odsłaniam roletę i uchylam okno. Do moich uszu dociera hipnotyzujący stukot kropel deszczu. Ten odgłos wycisza, medytuję go jakiś czas, wpatrując się w brudno kremową elewację.
Po chwili zasiadam do komputera, wciskam power i czekam kilka dobrych minut. Tak dawno go nie formatowałam. Kiedyś już się nie uruchomi.
Najeżdżam kursorem na ikonkę skrótu, przechodzę do googlowskich dokumentów. Czuję mrowienie w palcach. To słowa! Chcą się wydobyć, puścić rytmicznym potokiem. Są jak nieokiełznana energia. Pulsują gorącem i twórczością!
Pochylam się nad klawiaturą i… zastygam w bezruchu.

Gdzie ona jest? Przecież jeszcze wczoraj wieczorem, nim zasnęłam, była ze mną!
Gdzie jest wena, która tak dobrze układała mi słowa, splatała w wybitne zdania, rozciągała morze myśli.



Uciekła.


No to chujnia - zaśpiewały szare komórki, a przynajmniej te, które się w pełni już rozbudziły.
No to chujnia - potwierdziłam zerkając na ciepłą jeszcze kołdrę.
Kawa! To z pewnością przez brak kawy.
Udaję się w moich pluszowych papciach do kuchni. Załączam ekspres i niecierpliwie czekam aż wyciśnie do dzbanka ostatnie krople ciemnej strony mocy. Wracam przed ekran z pełnym kubkiem, chwilę napawam się aromatem i wlewam jeszcze gorący napój w gardło. Delektuję się każdym zmielonym ziarenkiem, próbuję wyobrazić sobie soczyście zielone tereny, z których może pochodzić ono i jego bracia.
To na nic! Ona nie wróci. Chujnia z pisaniem.


Weno, gdzie jesteś?


Krzyczę, wołam, ale nie piszę.
Ona nie przyjdzie. Nie chwyci za gardło, nie wciśnie w dłonie pliku kartek. Nie powie: masz, pisz! Teraz! To Twoja szansa!
Nie istnieje.
Tak, ta dziwka-wena, którą wielokrotnie posądzałam o zdradę z kimś innym.
Oto, że dogadzała obcym, choć to ze mną zajadała się kolacją.
Jej brak to tylko świetne usprawiedliwienie dla naszego lenistwa.

Jak zatem radzić sobie z pisarską niemocą i napisać coś mądrego?


Czytaj!


Czytaj dużo i wszędzie. W domu, w drodze do pracy, w kolejce do kasy. Nawet w toalecie! (tym bardziej!)
Czytaj dobre i złe teksty.
Dobre, by móc zapamiętać, co Cię w nich zafascynowało, jakich chwytów pisarskich możesz użyć.
Złe, by wiedzieć czego nie robić, co będzie męczyć czytelników i ich odrzucać.

Pisz!


Mimo wszystko.
Jeśli tylko możesz to co dzień. Choćby po kilka zdań. Pisz, by nie zapomnieć jak wygląda klawiatura. Pisz choćby w notatniku na telefonie. Pisz! Bo jak chcesz napisać dobry artykuł na bloga nie pisząc?

Obserwuj i myśl słowami!


Wszystko co robisz, widzisz, czujesz ubieraj w słowa.
Przechodzisz przez ulicę? Zastanów się, jak ta sytuacja byłaby opisana w Twojej ulubionej książce. Siedzisz w pracy? Które z Twoich emocji przykuły by uwagę czytelnika?
Siedzisz samotnie z kotem i butelką wina? Nalej mi też :P

Daj sobie czasem odpocząć!


Gdy masz mózg wyprasowany pracą (jak ja teraz), gdy Twoja jedyna komunikacja z otoczeniem jest na poziomie RRR! w języku zombie, nie oszukujmy się - chuja napiszesz.
Tzn. może i coś napiszesz, ale z pewnością Pulitzera za to nie dostaniesz. A Twoi czytelnicy mogą najwyżej dostać Nagrodę Jobla. Czy jesteś gotów ponieść wszelkie koszta leczenia psychiatrycznego tych nieszczęśników?
Moja rada: padnij. Byle prosto na pysk. I dopiero jak powstaniesz to coś napisz. Choćby o padzie prostym na pysk.

I pomiziaj kotka!


Zaczytaj się w innych. Inspiruj, ale nie kopiuj (bo za to ktoś może Cię skop...ać).
Chcesz wiedzieć kogo? Tak się składa, że przed wiekami powstało tajne stowarzyszenie, Zakon KOT’a zrzeszający blogerów tylko o najwyższym poziomie komizmu, odwagi i twórczości.
Tak się składa, że odprawili oni ostatnio wspólnie bardzo trudny i pracochłonny rytuał.
Dzięki niemu już żadna niemoc blogera nie będzie Ci straszna.

Oto i oni, oto Ci, którzy uratują Ciebie i Twój blog przed epicką chujnią w Twojej głowie:

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Cel - PAL! Czyli jak dobrze, że zeszły rok mnie skopał

Brak komentarzy:

I ruszyły!
Postanowienia, postanowienia braku postanowień, podsumowania i obietnice. A to wszystko za sprawą tylko jednego dnia - Nowego Roku.

Przyznam, że nigdy nie byłam podatna na porywy fal modowych. Jedyne fale jakie mogły mnie ogarnąć to przypływy i odpływy zleceń i zobowiązań. Aż do utopienia.
Zapewne jeszcze o tym przeczytacie. O ile wcześniej kogoś w tym sama nie utopię.
Nie, postanowienia, ich brak, podsumowania minionego roku - to zostawiam zaprawionym w bojach. Raz takowe uczyniłam, dokładnie rok temu na Marze. Podsumowanie mojego pierwszego roku blogowego. I wystarczy.

Nie dla mnie utarte ścieżki i drogi szybkiego ruchu. Ja wybieram inną, jeszcze nie odkrytą. Chyba Cię to, Drogi Czytelniku, nie zdziwi ;)

Ale jeśli nie podsumowanie to co?

Natura nie lubi próżni, a zawsze jakiś zamiennik się znajdzie. I ja taki mam.
Ostatni rok zabrał mi trochę czasu, choć ani więcej, ani mniej niż i Tobie. Ale nieco oświetlił mi znane i nieznane jeszcze tematy.

Pewne sprawy, które do niedawna uważałam za najistotniejsze, nieco się zatarły. A inne wyłoniły swe zarysy, niczym śpiący gdzieś głęboko w otchłani potwór. Potwór, który przerażający jest tylko do czasu, bo wystarczy odrobinkę głębiej się zanurzyć, uśmiechnąć się na widok jego słodkiego puchatego pyszczka i spojrzeć mu przyjaźnie w oczy.
Od razu lepiej, prawda?

Skrystalizowanie celów

Prawdę powiedziawszy, choć ostatni rok do łatwych nie należał, jestem mu wdzięczna za te kopniaki i kłody zaserwowane mi pod nóżki. Nawet za te cegły dziurawki co mi spadały na łeb w drewnianym kościele.
Pewnie dalej bym na oślep brnęła w kierunku, z którego ucieczka byłaby dość trudna. Pewnie bym później żałowała i się zastanawiała co poszło nie tak. Czyż nie tego właśnie pragnęłam?
Niektóre cele się skrystalizowały, inne postanowiłam otoczyć bezpiecznym murem, póki są mi potrzebne.

Ostatni rok sam w sobie był podsumowaniem i jasnym określeniem co jest dobre, a z czym mogę się bez żalu pożegnać praktycznie już w tym momencie.
I tak też zapewne zrobię w ciągu kilku zbliżających się miesięcy.

Dziś piszę ten tekst dopijając Sylwestrowego szampana. Tak, wiem, że jest już 2 stycznia i że bąbelki już nie te. Ale najważniejsze, że wciąż smakuje, prawda?

Widzę swe cele jaśniej i wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Są tuż przede mną, niemal na wyciągnięcie ręki. Ale nie określam ich mianem postanowień noworocznych, one są na kilka najbliższych lat.

Dziś mam do Ciebie, Drogi Czytelniku, tylko jedną prośbę - trzymaj kciuki. Byle mocno!
Bo będzie się działo :)

I wypatruj mnie na internetowym horyzoncie, aby niczego nie przegapić.

wtorek, 29 listopada 2016

Jak się przygotować do konferencji dla blogerów?

Brak komentarzy:

Dwie konferencje, dwa miasta i jeden cel. Może dwa. Albo i trzy. Czyli słów parę o tegorocznych WroBlog i BloSilesia.

 

Kiedy w 2009 roku zakładałam bloga fotograficznego nie wiedziałam, że tak to się nazywa. A o okrzyknięciu się blogerką nawet nie wspomnę. Blog? To się je? A mogę dodać majonezu?

Nie przypuszczałam też, że kiedykolwiek będę jeździć na konferencje dla blogerów. A jednak.

blog | blogowanie | bloger | konferencja | WroBlog | BloSilesia | 2016 | wyjazd | Katowice | Wrocław | porady | przewodnik | wyżera blogera | O w Morelę | Mara Time

Założyłam bloga, takiego z prawdziwego zdarzenia, pisanego, z ładnymi zdjęciami, grafikami, otoczonego z każdej strony profilami w różnych social mediach. Czasami nawet z legendarnymi już dziubkami na Instagramie :* I obowiązkowymi pluszowymi papciami.

Poznałam poprzez ekran i klawiaturę ludzi, koty i inne kurki. Ci również tworzyli w sieci. I zachciało mi się poznać ich na żywca.
A gdzie najlepiej poznać drugiego blogera?
Tak, na konferencji dla blogerów. Tylko tam występują stadnie :)

Tylko jak się do niej przygotować, co ze sobą zabrać i od czego zacząć?

Zapisy / bilety

Przede wszystkim na wymarzoną konferencję trzeba się najpierw dostać.

Trochę głupio by było jechać kilkaset kilometrów w ciemno, nie wiedząc czy będzie się miało miejsce siedzące czy wiszące na parapecie za oknem.
Ale jak? A to już zależy od organizatorów.

Moją pierwszą blogową konferencją była tegoroczna edycja WroBlog, na którą były zapisy.
Należało wypełnić udostępniony przez organizatorów formularz rejestracyjny i uzbroić w cierpliwość. W sporą dawkę cierpliwości i nutelli.
Gdy moje nerwy były już napięte do granic możliwości, dokładnie w momencie, gdy otwierałam trzeci słoik pocieszającej mnie w każdej ciężkiej chwili nutelli, otrzymałam maila z zaproszeniem. Tak, dostałam się na moją pierwszą konferencję :) W dodatku w ukochanym Wrocławiu!

Na drugą w życiu konferencję, czyli BloSilesię, która odbyła się parę dni temu, co prawda nie było formularza zapisu i długiego oczekiwania na werdykt organizatorów, ale to wcale nie oznacza, że kosztowała mniej nerwów.
Tu liczył się czas! Pod każdą postacią.
Wehikuły czasu, czasowstrzymywacze i zmieniacze czasu były jak najbardziej wskazane :)
Na BloSilesię były bowiem bilety, zatem rządziła zasada kto pierwszy ten lepszy.
Pierwsza tura biletów rozeszła się bardzo szybko, bo chyba w mniej niż 20 minut. Podczas drugiej wielu nawet nie zdążyło wypowiedzieć zdania “Świętej Makreli dodaj czekolady, niechaj dobrze smakuje!”

Jeśli chodzi o same bilety i zaproszenia, na BloSilesii nawet w ostatniej chwili można było odstąpić swoje miejsce drugiej osobie. W ten właśnie magiczny sposób udało się podmienić Ewę, która się nam niespodziewanie w piątek rozchorowała, na Narwanego.
Na WroBlog niestety takiej opcji nie było, a przynajmniej ja nie słyszałam. Zapewne dlatego, że czekały już na nas wydrukowane imienne identyfikatory.

W Katowicach identyfikatory wypisywaliśmy sami. Czyli witam ja i moje nieczytelne pismo.


Zaprezentuj się i daj zapamiętać

Gdy jechałam do Wrocławia byłam kompletnie zielona w tematyce konferencji dla blogerów. I w sumie nadal jestem.

Doświadczona jednak spotkaniami i prezentacjami związanymi z moją branżą, wiedziałam że przydałoby się mieć wizytówki, aby jak najlepiej się przedstawić i dać zapamiętać.
Wpadłam na pomysł wlepek - naklejek z logo mojego bloga, które rozdawała bym z hasłem “a daj Ci wlepię!” ;)
Niestety, nawał pracy w ostatnim tygodniu przed konferencją skutecznie mnie od tego pomysłu odwiódł.

Tego błędu nie popełniłam przy spotkaniu w Katowicach.
Wizytówki zaprojektowałam odpowiednio wcześniej, w kilku...nastu opcjach. Z powodu niedawnych narodzin Moreli zdecydowałam się na składane / bigowane. Na przód poszła architektoniczna Mara Time, na tył dupiasta O, w Morelę. Aby zostać zapamiętaną, w środek wrzuciłam kalendarzyk na 2017 rok.
Mam nadzieję, że dzięki temu Ci co dostali ode mnie wizytówki będą ze mną przez okrągły morelowy rok :) Będziecie?


Dojazd i nocleg

Już wiesz, że jedziesz na wymarzoną konferencję, warto zatem odpowiednio wcześniej zapewnić sobie dogodny dojazd i nocleg.
Nie, pod żadnym pozorem nie zostawiaj tego na ostatnią chwilę! Zabraniam! Bo czeka Cię jazda hulajnogą i chrapanie na dworcu. Jak typowy menel ;)

Aby dotrzeć do Wrocławia miałam dwie opcje do wyboru: Polski Bus lub pociąg.
Niestety z rezerwacją biletu na busa zbyt długo zwlekałam, więc ostatecznie musiałam jechać naszymi cudownymi kolejami polskimi. I się nie wyspać, o odleżynach na arystokratycznym siedzeniu nie wspominając.
Natomiast jednonocny dach nad głową i dmuchany elektrycznym pierdzioszkiem materac pod tyłkiem zawdzięczam Dizajnuchowi i jego Małej Żonce, którzy ugościli mnie w swoim studio projektowym. Dzięki, kochani, wciąż Wam wiszę Dary Losu :)

Katowice na szczęście są moją górnośląską bajką - 30-minutowy dojazd w przemiłym towarzystwie Ani + nocleg we własnej kociej pościeli. Szkoda, że zimnej - ogrzewanie i ciepłą wodę trafił szlag. Już szykuję nominację do Zgniłej Moreli Miesiąca.

Jak się ubrać?

W miniony piątek, gdy się okazało, że Ewa leży rozłożona, jej bilet powędrował do Dawida.

Wieczór, czas fejs-zbuka i telefon od Narwanego:

- Ej, ale jak ja mam się ubrać?
- Zwyczajnie. Ja się ubieram jak Menel z Biura.
- Ale koszula, garnitur?
- Nie, no. Wygodnie i zwyczajnie ;)

No właśnie, nikt nie będzie od Ciebie wymagać galowego stroju, lakierków na nogach czy sukni balowej z koronką. Ten gorset lepiej też schowaj do szafy! To zwyczajne spotkanie ze zwyczajnymi ludźmi w zwyczajnym miejscu. Jeśli nie jesteś prelegentem - ubierz się jak chcesz. Byle wygodnie.

Po prostu coś ubierz.

Bo jeśli się nie ubierzesz to z pewnością zostaniesz zapamiętany. Niekoniecznie dobrze ;)
A to już zaowocuje problemami na długie lata.

Chłoń wiedzę prelegentów

Bądź jak gąbka. Jak najdroższy ręcznik papierowy. Jak Tommy Lee Jones w “Ściganym” ;)
Chłoń ją wszystkim co posiadasz - umysłem, notatnikiem, aparatem, laptopem, podsłuchem, ukrytą kamerką.

Bo na konferencję jedziesz nie tylko dla spotkań towarzyskich, ale również aby się uczyć. Chyba, że czujesz się już na tyle dużym blogerem, że masz to głęboko w… moreli.
Wtedy możesz sobie olać wykłady, bylebyś innym nie przeszkadzał w słuchaniu tego, co dla świeżynek może się okazać pomocne. Choć trzeba przyznać, że duzi blogerzy tu pewnie nawet nie zajrzą.

Oczywiście, zdarzają się prelegenci, którzy swoją prezentację udostępnią. I chwała im za to, niechaj się mnożą.
Bo część moich notatek z obu konferencji można postawić w muzeum obok hieroglifów egipskich. Nikt nie dostrzeże różnicy, a historycy będą się o nie bić na maczugi.

Nie bój się zagadać do tych, których znasz tylko z drugiej strony ekranu

To zwyczajni ludzie. Ty też daj się poznać bliżej i udowodnij, że nie jesteś maszynką do klepania w klawiaturkę.

Najlepiej zajdź upatrzonego wcześniej blogera po cichutku, na paluszkach, od tyłu i krzyknij: “Cześć, babo!” jak to z wdziękiem uczyniła mi Karola. Poprzytulajcie się, walnijcie kilka fotek w fotobudce.
I koniecznie wypijcie kawę! Kawa zawsze skraca dystans. Jeszcze bardziej dobre żarło i piwo.

Wstydzisz się albo nie jesteś pewien czy upatrzona ofiara to ten bloger? Napisz do niego na fejsie, insta czy puść inny sygnał świetlny, np. poprzez bezpośredni kontakt. Nawet jeśli to będzie ktoś zupełnie inny, masz świetną okazję poznać nową osobę!
A na kolejnej konferencji poznać tę osobę jeszcze raz ;)

Dobrych nowych znajomych nigdy dość!



Efekty specjalne, czyli co się dzieje po konferencji

Bo tak szczerze powiedziawszy to mogą się dziać przeróżne, niewytłumaczalne i nieprzewidywalne rzeczy. Nie polecam odprawiania egzorcyzmów - i tak nie pomogą!

Tradycją już jest, że po każdej konferencji odbywa się afterparty. Czyli okazja do pogadanki przy kawce. Lub nie tylko.
Czasami afterparty roznosi się na inne lokale. Polecam te z dobrym żarciem.
Oto nadszedł czas, by poznać się bliżej, wymienić blogowymi doświadczeniami czy… pogadać o pracy, jak to uczyniliśmy po WroBlog.


Niektóre konferencje oferują też atrakcje dodatkowe. Tak właśnie było we Wrocławiu.
Na drugi dzień, w pewną piekielnie upalną niedzielę, dane mi było odbyć instawalk po Wrocławiu.
Minusy? Tak, jeden - temperatura! Choć był to koniec sierpnia termometry wskazywały o dużo za dużo powyżej mojej normy. Skandynawska krew dała o sobie znać.
Jednak nie żałuję ani minuty. Takich obiektów jeszcze nigdy w życiu na oczy nie widziałam. No, może tylko w Bytomiu ;)
Ale przyznaję, kilka razy dostałam architektonicznego orgazmu! Marta tego świadkiem.
Ciekawi? Zajrzyjcie na mój architektoniczny instagram Mara Time.




Była też możliwość zwiedzania ZOO, ale to najlepiej opisują Karola z Życie Me oraz Ela z Pierwszej Damy.
Ja w tym czasie wracałam już na Górny Śląsk, niestety w towarzystwie jak zwykle zbyt głośnych Włochów i jakiejś nie do końca świeżej kanapki w żołądku :/

 

A co po BloSilesii?

Niestety i na szczęście nic.
Sami organizatorzy nie planowali żadnych dodatkowych atrakcji na następny dzień, zatem z Elą zaplanowałyśmy sobie taką same. Miał to być instawalk po Nikiszowcu. Napisałam po kociemu “miał”, bo w końcu pokonała nas pogoda i siły wyższe.
Ale co się odwlecze to dogonię ja sama ;)

To jak? Gotowi na konferencje blogerskie? Pasy zapięte? Umysły chłonne?

Powiem zatem krótko - do dzieła, bo warto!

 

Na co jeszcze czekasz? Rusz tyłek sprzed kompa i leć na spotkanie blogerów nim zajmą Ci miejsce!

© Agata | WS
x x x x x x x.