Cytat

Tu Ci zrobię dobrze. Słowem!
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Instagram

Like Us

Like us

Custom Featured

Featured Post

featured Slider

Navigation Menu

Custom Random

Newsletter

Random Post

Popular Posts

sobota, 25 lutego 2017

A miało być pięknie, czyli dla kogo jest serial Belle Epoque?

Brak komentarzy:
Przewijam bezmyślnie kolejne śliczne graficzki, kotki i obcojęzyczne cytaty na fejs-zbuku. Odmóżdżam się po ostatnim, dość intensywnym projekcie. Nie bardzo chce mi się zastanawiać nad tym, co właśnie widzę, ale jednak pewne ośrodki w mózgu wciąż prawidłowo reagują. Coś ciekawego zarejestrowały. Wracam scrollem do góry.
Belle Epoque | recenzja | seria | Piękna Epoka | seria kryminalno-kostiumowy | Małaszyński | Lubaszenko | TVN |

Zdjęcia klimatyczne, stroje z przełomu XIX i XX wieku, wydają się dopracowane, w tle zabytkowa architektura, jak lubię, trochę kości. I czaszek.
Zygmunt to ty?

Aktorów w pierwszym momencie nie rejestruję, ale mam tak zawsze - najpierw tło, smaczki, drobiazgi.
Włączam trailer jeszcze raz. W słuchawkach pojawia się Psycho Killer z lat ‘70-tych, trochę gryzie mi się z obrazem, ale to przełykam i zapijam zimną kawą.
Siedzę jeszcze chwilę po zakończeniu tej parominutowej zapowiedzi, przekrzywiam głowę.
Ale co to, kurde, jest?

Zaczynam szukać, wpisuję dwa wyrazy zawarte w tytule.

Belle Epoque…

Aaa, nowy serial tefałen :P

Podczytuję kilka ciekawostek, ile to ubrań, ile milionów wsiąkło w produkcję. Ok, daję szansę. Stwierdzam, że tym razem może być ciekawie.
Przez kilka kolejnych tygodni w TV i na sieci zamęczają tymi samymi obrazami. Potęgują głód na coś dobrego polskiego.
Trochę tajemnicy, garść morderstw, szczypta namiętności. Wszystko ładnie ubrane w epokę. Piękną epokę.
Jestem sceptyczna, już tyle razy miałam nadzieję, tyle razy zapowiadało się dobrze, a wychodziła tylko pięknie opakowana kupa.
Ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się wątpliwość. A co, jeśli im się w końcu udało?

Czekam do środy, dokładnie w połowie lutego ma być telewizyjna premiera pierwszego odcinka.
Zasiadam, w jednej ręce trzymając biszkoptowe z truskawką, w drugiej kielich wina. Tak na wszelki wypadek.
Oglądam. W czołówce ponownie Psycho Killer. Już się do niego przyzwyczaiłam.
I czekam dalej.
Na jakąś akcję, zwrot wydarzeń, ciekawostkę. Jakiś szczegół, drobinkę, która przykuje moją uwagę. Chociaż jeden smaczek. Przecież nie mówię od razu o urywaniu dupy!

Próbuję skupić się na dialogach, podgłaśniam telewizor, myśląc że to znów sąsiedzi z parteru zakłócają mi odbiór. Nie, jednak się mylę.
Na ekranie przewija się jakaś odcięta głowa, laboratorium, nawet ciekawe. Tylko co, do cholery, robi ten sztywniak w roli głównej? A, już rozumiem. Pełno trupów wokół to i jemu się udzieliło.
Odcinek się kończy. Próbuję zebrać myśli i wyciągnąć jakieś pozytywny.
Znajduję jeden - Lubaszenko.
Z całego odcinka pamiętam niestety tylko jedną scenę - gdy sędzia proponuje pracę Janowi (to ten sztywny jeszcze za życia).

I nic więcej.

Dla kogo zatem jest serial Belle Epoque?


Po pierwsze:


dla ludzi BARDZO lubiących seriale a’la Holmes.

Ale ostrzegam, musicie je naprawdę bardzo lubić! I nie porównywać do tych oglądanych wcześniej.


Po drugie:


dla wszystkich lubiących oglądać piękne stroje z epoki.

Tu nie mam zastrzeżeń. Są faktycznie piękne. I aż zbyt czyste.


Po trzecie:


dla piszczących i rzucających majtkami fanek Małaszyńskiego.

Mnie ten aktor nigdy nie przekonywał, zarówno jeśli chodzi o grę, jak i o wygląd. Miałam też przed pierwszym odcinkiem kilka głosów, że pan Paweł spieprzy tę rolę, ale pomyślałam a może tym razem zagra jak należy? Ma mistrza obok, samego Lubaszenkę, może czegoś się nauczy, podejrzy kilka chwytów? Myliłam się.


Po czwarte:


dla desperatów, którzy nie mają internetu, dostępu do komputera i innych kanałów w TV.

Jeśli naprawdę nie macie już co oglądać, to przełączcie w środę wieczorem na tefałen, włączcie fonię na full i otwórzcie wino. A najlepiej dwa, na zapas.


Po piąte:


dla samobójców.

Jeśli myślisz, że Twoje życie jest do dupy, to pomyśl, że inni mają gorzej. Np. statyści w tym serialu, którzy muszą nosić bieliznę z okresu, a i tak nic z tego nie wychodzi.
Bo tego serialu gorset czy pantalony nie uratują.


Kolejny odcinek, a dokładniej drugi, pojawił się w minioną środę.
Niestety nie mogę nic na jego temat napisać. Zapomniałam, przegapiłam. I nie żałuję.

Moje podsumowanie:
Run run run run run run run away!

niedziela, 12 lutego 2017

Tylko jeden mężczyzna może zadowolić kilkanaście kobiet dziennie

Brak komentarzy:

czyli dostarczyciel przyjemności czy złości?


Moje ciało było rozpalone do granic wytrzymałości.

Ubiór nieprzyjemnie ocierał się o spoconą skórę. Wyostrzone zmysły odbierały każdy, nawet najdrobniejszy ruch na klatce schodowej.

Dziś się przygotowałam.
Na chwilę zamknęłam powieki. W myślach palcami rozszarpywałam wszelkie bariery dzielące mnie od upragnionej przyjemności. Wiedziałam, że tego dnia tylko jeden mężczyzna może mi ją dostarczyć.
Czekałam. Czekałam na jakiś znak, sygnał. Ale na co właściwie?
A już wiem, na dzwonek do drzwi czekałam.
Już tylko minuty dzieliły mnie od...

Ale zaraz, zaraz, Drogi Czytelniku.

Chyba Cię nieco wyobraźnia poniosła ;)

Zatem zacznijmy kulturalnie i od początku. Zgodzisz się?


Legenda głosi, że tylko jeden mężczyzna może zadowolić kilkanaście kobiet dziennie.
Niekoniecznie jednocześnie rzecz jasna. I tymi samymi rzeczami.
A jest nim kurier dostarczający upragnione i długo wyczekiwane zakupy.

Ale mnie kurierzy nie lubią. Zwykle nachodzą moje królestwo akurat w momencie, gdy jestem przebrana za najbardziej seksowne zwierzę ponocne - w gaciach a’la Bridget Jones, pluszowych papciach z pazurami oraz grzebieniem wsuniętym między trzeci a czwarty poranny kosmyk włosów.

Ale raz na tysiąc lat zdarza się święto.
Gdy nad Jowiszem świeci zielony żelkowy księżyc, gdy wszystkie moje cztery koty trafiają bronią biologiczną do kuwety, a sąsiadce wychodzi smaczna galaretka z nóżek. W ten jeden dzień ja jestem przygotowana na jego przyjęcie. Od stóp do głów.
Ubrana w seksowny kostium, podkreślający wszelkie idealne kobiece krzywe i krągłości. Czyli w mój ulubiony szafirowy dres.

I to był właśnie ten jeden dzień.
Czekałam, z niemal czterdziestoma stopniami gorączki i fabryką glutów w nosie.
Czekałam, aż usłyszę ten najpiękniejszy dla każdej kobiety dźwięk.
I usłyszałam. Ale sygnał maila.

Twoja przesyłka czeka w punkcie odbioru. Masz 3 dni na jej odebranie.


A teraz, Drogi Czytelniku, nie próbuj sobie nawet wyobrazić jak się czuje zagrypiona kobieta, z gorączką, która przysmaża jej cycki, uziemiona na kilka dni w domu, otrzymująca takiego właśnie maila.
Nie próbuj sobie wyobrazić jakie myśli przychodzą jej do głowy, jakie krwawe obrazy.
Powiem krótko - InPost. I wszystko stanie się jasne.

Kurierze Ty mój ukochany, tak długo wyczekiwany. Nigdy Cię nawet na moje piękne oczy nie widziałam.

Ale ja Cię poznam. I zapamiętam.

A następnym razem, zamiast paczuszki z ubraniami, zamówię sobie szafę trzydrzwiową.
Z dostawą pod drzwi!
© Agata | WS
x x x x x x x.